Krew zalewa

Milion złotych niemalże wydane zostało na przeprowadzenie pierwszego w Polsce badania czasu pracy nauczycieli. Zadaniu sprostało samo ministerstwo. Brawo. Zadanie było proste. Zapytać nauczycieli poszczególnych przedmiotów, które z wymienionych w ankiecie czynności zajmują im czasu. Było ich 54 i nauczyciel mógł określić konkretny wymiar czasu poświęcanego na wykonywaną czynność. Wyniki oczywiście były z góry do przewidzenia i nikt Ameryki nie odkrył. Za okrągły melon dowiedzieliśmy się kilku rzeczy, oczywistych. A że czas pracy nauczycieli wykracza poza pensum, czyli 18+2. Nauczyciele zadeklarowali 47, średnio. A to znowu, że poloniści najwięcej a wuefiści najmniej, ale i tak powyżej pensum. Nic w tym dziwnego, z racji ilości godzin j. polskiego i nawału prac pisemnych. Kolejną zagadką, którą dzięki Instytutowi Badań Edukacyjnych wreszcie odkrył MEN, okazała się niższa od pozostałych liczba godzin poświęcanych przez katechetów – o zgrozo 33.

A teraz odrobinę liczb. Zaokrąglając, 1 000 000 złotych przypadło na 4762 nauczycieli, bo tylu wzięło udział w ankiecie. Warto jednak zauważyć, że 4600 wypełniło ankietę online.

Komentarz pani Szumilas jest dość oszczędny. Nie zamierza podnosić pensum. Uważa, że pracę nauczycieli należy jednak inaczej zorganizować. Cóż to oznacza, oczywiście nie wiadomo. Może trzeba w ankiecie za kolejny milion zapytać nauczycieli, mnie również, jak widzą to „inaczej”. Może na WF-ie będą klasówki i prace domowe a katecheci prowadzić będą dodatkowe zajęcia jak kółka różańcowe.

Każdy, kto pracuje w szkole, wie, że pracy jest od groma a po wyjściu z budynku szkoły, nie wychodzi się z pracy. Ciekawe również, czy uwzględniono pracę pedagogów i psychologów, którzy również pracują po kilkadziesiąt niejednokrotnie godzin. Tak czy siak, milion wydany, zarobiony, podkładka pod zmiany w ustawie jest i nie ważne, że ankieta badała subiektywne odczucie nauczycieli. Nie wiem, czy sami nie podcinają gałęzi, na której siedzą, skoro wychodzi ponad 40 godzin, to czemu tego pensum nie podnieść.

Do pracy

Jutro powrót do pracy po świątecznej przerwie. Przerwie wykorzystanej pewnie przez wielu nauczycieli na uspokojenie skołatanych nerwów, choć także na sprawdzanie prac klasowych i przygotowywanie się do lekcji. No właśnie. Jak przygotowują się nauczyciele do lekcji? Czy to w ogóle potrzebne? Przecież ciągle uczą tego samego. Tak pewnie myśleć najłatwiej. I racja, bo w wielu przypadkach wydaje się, że nauczyciel ten czy owy, nie robi nic, by być dobrze przygotowanym do lekcji. Oczywiście bądźmy sprawiedliwi. Ogromna liczba nauczycieli rzetelnie się do każdych zajęć przygotowuje, ale robią to ci, czujący powołanie do tego zawodu.
Ciekawe, czy wszyscy odrobili lekcje na jutro? Tylko, kto to sprawdzi?